
Jaki jest przepis na młodą skórę? 39-letnia Maie zdaje się go znać

Maie medytuje, po raz pierwszy od kilku miesięcy wspina się na górę, biega i oddycha belgijskim powietrzem. Nie wiadomo, czy to właśnie sekret jej pięknej skóry…

Mimo tego, że nowe życie urządziła sobie z dala od domu, nie zapomniała ani o Estonii, ani o estońskich rzeczach. Dlatego naturalne kosmetyki Nurme Cosmetics, które odkryła dla siebie ponad dziesięć lat temu, wciąż mają w jej sercu szczególne miejsce. To przywiązanie jest tak duże, że nawet w czasie pobytu w Belgii nie widziała powodu, by szukać czegoś nowego wśród belgijskich sklepowych półek.
„Asortyment produktów Nurme Cosmetics zdobył szczególne miejsce w moim sercu i dlatego nie zgłębiałam zbytnio kosmetyków sprzedawanych w Belgii. Z pewnością są tu dobrzy producenci naturalnych produktów do pielęgnacji urody, ale nie miałam potrzeby ich poznawać” – mówi Maie, oznajmiając, że bliskie sercu produkty zamierza zabrać nawet na Elbrus – najwyższy szczyt górski w Rosji, który zdobędzie tego lata.
Sekret młodej skóry
„Nigdy nie byłam w Rosji ani się nie wspinałam, a od razu idę na najwyższy szczyt tego rejonu” – mówi, dodając, że na pewno zabierze ze sobą olej magnezowy Nurme Cosmetics, by obudzić zmęczone stopy, a do pielęgnacji twarzy weźmie masło shea i olej jojoba , bo mimo że będzie lato, na szczycie góry będzie czekać na mnie -20 stopni.
Z olejem jojoba Maie zetknęła się po raz pierwszy już w 2011 roku. Właśnie ukończyła szkołę makijażu Make Up Store i dorabiała, prezentując kosmetyki mineralne w sklepie z naturalnymi produktami. „Tam jedna klientka powiedziała, że używa wyłącznie olejów, a szczególnie chwaliła olej jojoba. Sama używałam wtedy tylko kremów i nie wyobrażałam sobie nic o olejach, ale postanowiłam spróbować, bo zimą skóra mojej twarzy stawała się bardzo sucha, więc może to na to pomoże” – wspomina. Potem poszukała w internecie odpowiedniego kandydata i jakoś na ekranie pojawiło się Nurme Cosmetics.
„Kupiłam go skądś, nawet nie pamiętam skąd, bo wtedy chyba Nurme Cosmetics nie miało jeszcze strony internetowej. W moim przypadku olej jojoba nie dał od razu oczekiwanego efektu, bo moja skóra się pogorszyła – jakby na twarzy utworzyła się jakaś skorupa, jakby olej za nic nie chciał się wchłonąć” – mówi Maie. Odstawiła wtedy buteleczkę na półkę w łazience i tam ją zostawiła, ale po jakimś czasie przypomniała sobie, że kobieta, którą spotkała w sklepie, mówiła, że olejowi może zająć trochę czasu, zanim zadziała. Maie postanowiła spróbować ponownie. „Przecierpiałam cały ten zły okres, trwało to wiele tygodni, ale potem nagle moja twarz stała się miękka i jedwabista i od tamtej pory nigdy nie chciałam używać niczego innego. Olej jojoba jakoś bardzo dobrze odżywia skórę i sprawia, że cera promienieje” – mówi Maie. Przyznaje, że dostała wiele komplementów na temat skóry twarzy i często jest pytana o to, jakich produktów używa, by tak dobrze wyglądała. Swoją drogą, Maie dodaje do oleju jojoba krople witaminy E, które w aptekach sprzedaje się do stosowania wewnętrznego.
Witamina E nie służy tylko do stosowania wewnętrznego
„Wpadłam na to, bo różne kremy przeciwstarzeniowe mają dodaną witaminę E, a podoba mi się filozofia Nurme Cosmetics: najlepsze kosmetyki to takie, które możesz też spokojnie zjeść. Na tej podstawie uznałam, że krople witaminy E idealnie nadają się też do zewnętrznego odżywienia skóry mojej twarzy” – mówi. Stworzony przez Maie przepis na urodę jest tak skuteczny, że korzystała z niego również była koleżanka z pracy mamy Maie. „Moja mama jest teraz na emeryturze, a stało się to kilka lat temu, gdy zaniosłam do jej pracy olej jojoba i witaminę E od Nurme Cosmetics – zostały na biurku, a jedna koleżanka zapytała, co tam ma ciekawego. Mama przedstawiła koleżance te cudowne produkty, a ta od razu postanowiła pójść je kupić” – wspomina Maie. Dodaje, że być może jej tytuł wizażystki działa na ludzi wiarygodnie. Jeśli coś poleci, wiadomo, że to naprawdę działa.
Poza olejem jojoba ważny dla Maie jest też olej magnezowy, który przypadkiem wpadł jej w oko w poście w mediach społecznościowych. Jest bardzo wdzięczna za to znalezisko, bo w przeszłości wciąż męczyły ją skurcze nóg i palców u stóp. Czasem nie mogła się rozciągnąć, nie czując bólu w palcach. Ale z postu dowiedziała się, że skurcze mięśni powoduje niedobór magnezu, który najlepiej łagodzić, smarując problematyczne miejsce olejem magnezowym albo robiąc kąpiel stóp z płatkami magnezowymi.
„To naprawdę była dla mnie wielka pomoc, nie używam go całkiem codziennie, w zależności od tego, jak często trenowałam w poprzednich dniach. Swoją drogą, używałam go też, gdy w październiku 2019 roku przebiegłam półmaraton (21 kilometrów) w Brukseli” – mówi Maie. Najpierw okleiła stopy plastrami, żeby nie porobiły się pęcherze, a potem nałożyła olej magnezowy, by mięśnie wytrzymały jak najdłużej. Dzięki temu miała czas na mecie dwie godziny i siedem minut.
Od osoby niebiegającej do maratonu w kilka miesięcy
„Byłam z siebie szalenie dumna, nadal jestem. Zostało jeszcze pięć kilometrów, dopiero wtedy poczułam: o mój Boże, już nie dam rady, ale przemogłam się przez te ostatnie kilometry” – wspomina. Tak naprawdę, zanim wybrała się na półmaraton, Maie nie miała długiego doświadczenia w bieganiu, bo nowe hobby zaczęła zaledwie kilka miesięcy przed brukselskim półmaratonem, i to w wymagających warunkach.

Miłość od drugiego wejrzenia
To również tłumaczy, dlaczego Maie ma wielu ulubieńców wśród asortymentu Nurme Cosmetics. Oprócz oleju jojoba i magnezowego do pierwszej trójki wpisuje się też mydło Nurme Cosmetics. Ale nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, gdy po raz pierwszy podarowano jej pudełko prezentowe Nurme Cosmetics na Boże Narodzenie 2009 roku. To był jej pierwszy kontakt z marką Nurme Cosmetics. „Prezent zawierał masło do ciała z awokado i mydło marchewkowe. Moją pierwszą reakcją było od razu powąchanie mydła. Otworzyłam pudełko i byłam gotowa na prawdziwą rewolucję zapachową, bo zwykle większość produktów do pielęgnacji urody ładnie pachnie, ale naturalnie zrobione mydło marchewkowe nie może mieć żadnego szalonego aromatu” – wspomina Maie, że pierwszy kontakt nie zwalił jej z nóg. Poza tym o myciu mydłem wiedziała tylko tyle, że wysusza ono ciało i potem czuje się, jakby skóra się ściągała. Maie mówi teraz, że bardziej mylić się co do mydła nie mogła.
Teraz może z głębi serca powiedzieć, że odpowiednie mydło nie wysusza skóry, lecz pielęgnuje ją tak, że ku jej zaskoczeniu na długo zrezygnowała ze stosowania kremów do ciała. „Od tamtego dnia zdecydowanie przestałam używać wszelkich żeli pod prysznic. Na palcach jednej ręki mogę policzyć, ile razy w ciągu tej dekady byłam zmuszona użyć innego środka myjącego niż prostej i czystej kostki mydła” – mówi.
Mydło z dziegciem sosnowym trzyma łuszczycę w ryzach
Renee, ojciec dzieci Maie, który ma wrodzoną łuszczycę, potrzebuje z tego powodu mydła z dziegciem sosnowym Nurme Cosmetics. „To jedna z niewielu rzeczy, które pomagają trzymać jego chorobę w ryzach, bo inne produkty zawiodły. W przeszłości używał kremów hormonalnych z apteki, ale ich składniki aktywne są bardzo silne, a w porównaniu z każdym innym produktem naturalne mydło z dziegciem sosnowym wyszło na zwycięzcę” – wyjaśnia. Maie mówi, że w wieku nastoletnim zapalna choroba skóry Renee tak bardzo się rozszalała, że trafił do szpitala. Choroby nie da się jednak całkowicie wyleczyć, bo zawsze będzie obecna we krwi i w zależności od stanu zdrowia może, ale nie musi się ujawniać. Według Maie dużym katalizatorem jest stres. „Nie pamiętam, gdzie to przeczytaliśmy, ale dowiedzieliśmy się, że mydło z dziegciem sosnowym powinno pomóc, bo dziegieć ma działanie antybakteryjne” – mówi Maie, że mydło z dziegciem sosnowym w końcu złagodziło problem. Teraz za każdym razem, gdy rodzina jedzie do Estonii, kupują przy okazji dużą liczbę mydeł z dziegciem sosnowym.
Maie i jej rodzina nie są jednak jedynymi, którzy tak zwanym sposobem „eksportują” produkty Nurme Cosmetics, bo ich rodzina w Estonii wie, że odwiedzając ich, musi koniecznie przywieźć ze sobą mydło Nurme Cosmetics.
„Mama przyjechała kiedyś do mnie w odwiedziny i bez przesady jej walizka była ich pełna – chyba około 15 sztuk było w jej walizce. Podczas kontroli bezpieczeństwa na lotnisku w Tallinnie, gdy przeglądano torbę, zapytano ją, co to jest. Mama powiedziała, że to całkiem zwyczajne mydła, które można kupić w sklepie” – mówi Maie, ale mnóstwo kwadratowych kształtów na ekranie wzbudziło pytania. Po tym Maie i jej mama żartują, że gdy jadą w odwiedziny, muszą koniecznie przywieźć córce mydło, bo w Belgii się go nie sprzedaje.
Olej jojoba równoważy skórę
Miłość do produktów Nurme Cosmetics nie ominęła też 13-letniej córki Maie, Liisy, i 11-letniego syna Raita. „Gdy byli jeszcze bardzo mali, kupowałam dla nich mydło dziecięce Nurme Cosmetics – ładne opakowanie z kwiatami, jeśli dobrze pamiętam, ale teraz, ze względu na cechy charakterystyczne dla jej wieku, Liisa myje twarz głęboko oczyszczającym mydłem z węglem” – wyjaśnia. Krostek nie da się całkowicie pozbyć, bo każdy je ma, ale jest ulga. Po umyciu Liisa spryskuje twarz orzeźwiającą wodą różaną i wyciska z butelki olej jojoba” – Maie żartobliwie sugeruje, że jej córka nie ma wyboru i musi używać tego samego co mama. Może też powiedzieć, że olej jojoba jest bardzo dobry na trądzik, bo jego poziom pH jest najbardziej zbliżony do ludzkiej skóry i dlatego działa równoważąco.
Nie wkładaj owoców do plastikowej torebki
Choć skuteczność produktów do pielęgnacji urody jest dla Maie bez wątpienia ważna, z czasem ważne stały się też ich skład i zrównoważony charakter. „Z pewnością jakiś czas temu nie myślałam o tych aspektach. Wszystko przyszło stopniowo – używając po raz pierwszy mydła Nurme Cosmetics, nie było dla mnie najważniejsze, z czego się składa, ale czy działa. Dopiero gdy zaczęłam go używać, odkryłam, że produkt jest też naturalny, a lista składników wiarygodnie krótka” – mówi.
W kolejnym kroku zauważyła, że produkty Nurme Cosmetics są też dobre dla środowiska, bo nie zostaje po nich ogromna sterta plastiku, którego w Belgii nie wolno wyrzucać do zwykłego kosza ani do zmieszanych odpadów komunalnych. Maie kieruje się podobnym sposobem myślenia również poza domem. „Gdy idę do sklepu, nie kupuję przezroczystej plastikowej torebki, gdy kupuję owoce. Mam ze sobą wielorazowe i tam je przechowuję” – mówi. Bardzo rzadko też kupuje nowe ubrania, gdy nie jest potrzebne nic konkretnego. Jak na przykład buty górskie, bo na pewno zamierza ich używać po wyprawie na Elbrus. Woli raczej pójść do sklepu z używaną odzieżą lub vintage, gdzie niedawno znalazła ekskluzywną kurtkę z lat 80. „W moim przypadku nie sprawdza się powiedzenie: shop until you drop. Ludzkość jest częścią natury i niezwykle ważne jest dla mnie, by przyczyniać się do jej ochrony”.
„Z głębi serca dziękuję wam, moja droga rodzino Nurme Cosmetics, za zbudowanie bezpiecznego mostu z naturą, po której spaceruje się beztrosko i zapierająco dech w piersiach”.
Bardzo dziękujemy, droga Maie, za podzielenie się z nami swoją historią!
[ux_products ids=”26481,25706,27164,18357″]
Kui Sulle meeldis mida lugesid, siis jaga seda ka teistega…






























