
Dla natury całą rodziną – historia Riiny i Heikiego

Zanim porozmawialiśmy z Riiną i Heikkim, w ich domu zrobiono mały spis i okazało się, że w tej chwili rodzina używa dwóch różnych rodzajów mydeł w płynie, dwóch szamponów, odżywki, różanej pianki do twarzy, kremu do ciała z szałwią i konopiami (jednocześnie otwarte są dwa słoiczki – jeden dla Riiny, drugi dla męża), olejku eterycznego z trawy cytrynowej, kremu po goleniu, mydeł do oczyszczania twarzy, dziegciowego i do golenia oraz trzech dezodorantów w kostce. Dzieci powinny mieć gdzieś balsamy do ust, a oprócz tego w szafce, jako zapas, czekają mydło w płynie, szampon (zarówno w kostce, jak i w płynie), odżywka, krem do ciała z konopiami i szałwią, różane mydło do twarzy, krem do rąk monoi oraz mieszane mydła bez opakowania. „Można z tego wywnioskować, że nasza rodzina zdecydowanie nie ma jednego ulubionego produktu, ale jest wiele produktów, bez których po prostu nie potrafimy żyć” – stwierdza Riina.
Riinę, która dorastała w prowincji Lääne, i Heikkiego z Võrumaa łączy zainteresowanie historią i to właśnie ono zbliżyło ich do siebie 10 lat temu na zamku w Haapsalu. Riina obecnie robi doktorat z historii na Uniwersytecie w Tallinnie, a Heiki również interesuje się historią od dzieciństwa. Heiki z zawodu jest stolarzem-konserwatorem i zajmuje się renowacją, konserwacją starych drewnianych budynków i obiektów oraz wykonywaniem replik.
Heiki był na pierwszym roku Akademii Kultury, gdy poznali się z Riiną, więc dziewczyna z Läänemaa przeprowadziła się na jakiś czas do Viljandi. To jednak nie wszystko – po ukończeniu Akademii Kultury para przeprowadziła się na Hiiumaa, ponieważ Heiki dostał pracę w szkole zawodowej na Hiiumaa. „Pisałem pracę dyplomową, gdy dostałem propozycję ubiegania się o stanowisko nauczyciela kierunkowego w zakresie renowacji budynków drewnianych i kamiennych. Złożyłem CV, bo po studiach nie miałem żadnego konkretnego planu. Zapomniałem o tej ofercie, aż dwa tygodnie później przyszedł list, że chcą zaprosić mnie na rozmowę. Pojechałem, a potem okazało się, że zostałem przyjęty i mam przyjechać na Hiiumaa” – wspomina Heiki, który nigdy wcześniej nie był na Hiiumaa. „Pomyślałem, że jak Hiiumaa, to Hiiumaa, i tak poszedłem uczyć specjalności, której sam nie znałem zbyt dobrze. Ale, jak pokazała historia, kiedy masz czegoś nauczyć kogoś innego, sam zaczynasz zgłębiać rzeczy na poważnie. W sumie uczyłem tam około pięciu lat, aż założyłem własną firmę” – mówi Heiki.
Na początku Riina i Heiki z rodziną mieszkali w wynajętym mieszkaniu, aż podczas jednej przejażdżki samochodem zobaczyli tablicę „Farma na sprzedaż” i pojechali ją obejrzeć. Dom spodobał im się od razu tak bardzo, że szybko wzięli w banku kredyt hipoteczny. Według Heikiego to 150-letni kompleks gospodarski ze stodołą, spichlerzem, wspaniałą kamienną piwnicą i sauną dymną na podwórzu. „To moja baza testowa, gdzie mogę próbować rozwiązań – tak ta praca cały czas wygląda i mogę powiedzieć klientowi, czy coś się sprawdza, czy nie” – dodaje Riina, że na wsi nie ma u nich długich grządek z ziemniakami. „Życie na wsi nie musi oznaczać szklarni z pomidorami i niekończących się grządek. Dbanie o ogród wymaga czasu – zarówno na utrzymanie porządku, jak i na przetwarzanie i przechowywanie plonów” – obala stereotypowe myślenie Riina. Riina wie z własnego doświadczenia, że z dwójką dzieci się nie nudzi. „W tej chwili można powiedzieć, że jestem taksówkarką na pełny etat. Rano wożę córki do szkoły, a potem do szkoły muzycznej czy na treningi, gdzie czekam, aż skończą się ich zajęcia” – opisuje. W wolnej chwili czyta jakieś książeczki z bajkami.
Czteroosobowa rodzina to także jeden z powodów, dla których Riina lubi produkty Nurme.
„Pierwsze wspomnienie związane z naturalnymi kosmetykami Nurme sięga kilku lat wstecz, kiedy Nurme miało małe stoisko sprzedażowe w Estońskim Muzeum na Wolnym Powietrzu. Stoisko było wtedy jeszcze małe, ale z jakiegoś powodu niezwykle przyciągające wzrok. Nie pamiętam dokładnie dlaczego, ale jeśli mnie pamięć nie myli, to był moment, w którym z mężem zakochaliśmy się w szamponie Nurme w kostce z dziegciem sosnowym i w pomyśle, że szampon wcale nie musi być w płynie. Dziś szampony szampony i mydła do ciała Nurme lubi cała rodzina i dzięki temu nie muszę pilnować różnych dozowników, czy aby się już nie kończą” – mówi Riina.
„Kiedy dzieci były młodsze, bardzo lubiły pianowe mydło i balsamy do ust. Pamiętam, jak kiedyś przyniosłam młodszej córce osobisty balsam do ust, którym w ciągu jednego poranka zdążyła nasmarować się całą tubką” – mówi Riina. Gdy zapytała córkę, dlaczego to zrobiła, ta odpowiedziała, że ładnie pachniał i smakował, a do tego sam łagodził ból jej spierzchniętych ust. „Kolejną tubkę balsamu do ust przyniósł elf i ta wystarczyła już na trochę dłużej niż tylko jeden poranek” – mówi Riina. Riina i Heiki nie tylko sami są wielkimi użytkownikami produktów Nurme, ale obdarowywali nimi również bliskich i przyjaciół. „W ubiegłe święta włożyliśmy do paczek prezentowych kilka kremów do ciała z szałwią i konopiami oraz różne szampony. Bardzo miła była opinia jednej osoby o kremie do ciała, bo przyznała, że nigdy wcześniej nie używała produktów Nurme, ale ten krem jest tak dobry, że na pewno chce go wypróbować ponownie” – mówi Riina. „Sama bardzo się cieszę, że w sklepie internetowym Nurme dostępne są teraz także karty podarunkowe. To dobra okazja, by sprawić radość tym, dla których trudno wybrać konkretne produkty. Na przykład nauczycielce wychowawczyni naszych dzieci, która ceni bliskość natury, ale nie wiedzieliśmy dokładnie, co dla niej kupić.”
À propos, kilka lat temu Riinę i Heikkiego odwiedzili goście, z którymi poszli do sauny dymnej. „Znajomy zapytał, zdziwiony, jak to się dzieje, że odpływ wody z sauny nie śmierdzi, a patrząc z zewnątrz, w ogóle nie da się stwierdzić, gdzie jest rura odprowadzająca wodę z sauny. Doszliśmy wtedy wspólnie do wniosku, że jedynym wyjaśnieniem jest to, że używamy starannie dobranych produktów do pielęgnacji ciała, czyli produktów Nurme” – wyjaśnia Riina. Po tym gość nabrał przekonania, że również powinien zacząć staranniej wybierać produkty używane w saunie.
Mydło do rąk z kolendrą i czarnym pieprzem zachęca do mycia rąk
Riina pamięta też rzadkie wizyty w sklepie Nurme w centrum handlowym Sikupilli w Tallinnie, zanim wsiadała w autobus na Hiiumaa. „Pamiętam, że kiedyś udało mi się porozmawiać ze sprzedawczynią i powiedziała, że wiele osób pyta o mydła w płynie, ale w tamtym momencie Nurme ich nie produkowało. Obecnie Nurme ma w produkcji kilka mydeł w płynie, i szczerze, co tu kryć – w tej chwili mamy je wszystkie” – mówi Riina. Riina kiedyś postawiła w kuchni mydło do rąk z kolendrą i czarnym pieprzem Nurme. „Odkryłam, że z jakiegoś powodu Heikki zaczął myć ręce w kuchni, choć łazienka jest dużo bliżej. Zapytałam go, co się zmieniło, a on powiedział, że sam dokładnie nie wie, ale coś mu się podoba” – opowiada Riina o Heikim, który również nie zdołał uciec przed produktami Nurme.
Heiki nie potrafi dokładnie wskazać, co jest dla niego ważne w przypadku produktów do pielęgnacji, ale dobry produkt rozpoznaje od razu. „Biorę prysznic codziennie z powodu zakurzonej pracy i w pewnym momencie umyłem głowę szamponem Nurme. Następnego ranka przechodziłem obok lustra, spojrzałem i pomyślałem: wow – moje włosy nie wyglądają jak u umierającego artysty, gdzie każdy kosmyk sterczy w inną stronę” – mówi Heiki.
Drugie wspomnienie dotyczy czasu, gdy został na budowie w południowej Estonii i nocował w kwaterze, gdzie były wszystkie potrzebne rzeczy – w tym produkty do mycia. „Użyłem tamtejszego szamponu, płukałem i płukałem, a wciąż czułem, że mam produkt we włosach. Przynajmniej tak się czułem, jakbym nie mógł go wypłukać. Do tego musiałem podejść do okna, żeby przewietrzyć, bo zapach był tak intensywny. W tamtym momencie pomyślałem: gdzie jest mój szampon Nurme” – mówi Heiki. Potem przyznaje, że Estończycy wciąż wiedzą, co Estończycy lubią – zarówno pod względem zapachu, jak i substancji czynnej. Zwraca też uwagę, że mężczyzna zaczyna używać określonych produktów do pielęgnacji dzięki swojej żonie.
„W większości przypadków to kobiety płynnie odpowiadają w domu za ten obszar. Co ma pełny sens, gdy spojrzysz na różne podejścia mężczyzn i kobiet. Mężczyzna idzie do sklepu, patrzy na obrazek na produkcie i wkłada go do koszyka. Kobieta bierze produkt i czyta, co jest w środku” – wyjaśnia Heiki. Sam Heiki może nie śledzić etykiet na butelkach, ale zgadza się z Riiną, że musimy postępować jak najbardziej przyjaźnie dla środowiska i zrównoważenie. „Mamy 8 hektarów lasu, który w oczach handlarzy drewnem jest zaledwie krzakiem, ale i tak chcieliby go kupić. Odmówiliśmy, bo chcę, by moje dzieci dorastały na łonie natury” – mówi Heiki.
[section]
[ux_products type=”row” ids=”27217,27212,29413,26294,26511,26481,25710,25704″]
[/section]
Kui Sulle meeldis mida lugesid, siis jaga seda ka teistega…































