Darmowa dostawa i prezent przy zamówieniach powyżej 260 zł.

Wyprzedaż

Kim są mężczyźni stojący za marką Nurme?

Who are the men behind the Nurme brand?

Wiele napisano o duecie matki i córki – Marit i Luule, które założyły naturalne kosmetyki Nurme. Mniej mówi się jednak o mężczyznach stojących za marką Nurme – Märcie Tiitsie i Jimmym Karpie. Listopad to miesiąc mężczyzn i czas, by lepiej ich poznać.

Nurme looduskosmeetika
Märt i Luule Tiits

Jak sugeruje nazwisko Märta, jest on mężem Luule i ojcem Marit. W ten sposób Märt widział narodziny i rozwój Nurme oraz przez wszystkie 12 lat działalności wspierał radą i siłą. Mówi, że rodzina od samego początku wierzyła w sukces firmy z naturalnymi kosmetykami, która była pomysłem córki, i zawsze widziano w niej perspektywę na przyszłość. Dlatego nie dziwi go, że starania Luule i Marit dziś zaowocowały – firma, która zaczęła się w domowej kuchni, wyrosła na rozpoznawalną na całym świecie markę kosmetyczną, której produkty sprzedawane są w ponad 60 sklepach w całej Estonii.

Jaka jest rola Märta w Nurme?

Märt mówi, że kobiety w rodzinie ciągną wóz, a on idzie obok niego, pomagając im, jak tylko może – w razie potrzeby kopie staw na podwórzu gospodarstwa, robi nowe narzędzia, a gdy trzeba, pomaga przy produkcji. „Robię wszystko, co potrzeba – produkuję, transportuję i buduję. Początkowo robiłem to obok swojej głównej pracy, ale od pięciu lat pracuję w Nurme na pełen etat, bo liczba codziennych zadań rosła wraz z rozwojem firmy” – mówi Märt, który za czasów sowieckich uczył się na elektryka samochodowego, a wcześniej pracował jako ślusarz samochodowy, brygadzista warsztatu, stróż cmentarny, a nawet rzucał obornik w kołchozie. „Wtedy trzeba było kupić mieszkanie i trzeba było na nie zapracować. Luule i ja oboje pracowaliśmy przy suszarni w kołchozie – nigdy nie baliśmy się pracy. Zawsze byliśmy przedsiębiorczy i nie żyliśmy tylko w świecie marzeń, bo marzenia mają to do siebie, że się spełniają” – mówi Märt.

Nurme talu
Stary budynek gospodarczy, z którego powstał budynek produkcyjny Nurme

Przez pierwszych siedem lat działalności Nurme Märt pomagał wybudować cztery różne wynajmowane lokale nadające się do produkcji, aż znaleziono gospodarstwo Räbina w gminie Kose. „Marzeniem Luule było to, że Nurme musi mieć farmę mydlaną, i dziś ją mamy. Przy zakupie gospodarstwa Nurme było to jak zaślepienie zakochania, ale pierwsze wrażenie było zwodnicze – okazało się, że z budynku zostały tylko kamienny fundament i krokwie. Resztę trzeba było zmienić, a nowy budynek wybudowaliśmy samodzielnie” – mówi Märt. Dziś, dzięki doświadczeniu, umiejętnościom i technice, jakie ma głowa rodziny, budowa gospodarstwa mniej więcej dobiegła końca. „Zawsze są jakieś drobne rzeczy do zrobienia, ale to radość, że coś dużego wreszcie zostało ukończone. Jako mały przedsiębiorca masz pracę bez przerwy – za sukcesem stoją krew, pot i łzy każdego” – mówi Märt.

Jak to jest pracować ze swoją drugą połówką?

Plusem jest to, że można pracować z rodziną, i Märt jest z tego niezwykle zadowolony, mówiąc, że z Luule są jak dwie krople wody. „Dlatego mamy to wszystko poukładane – mamy wsparcie moralne: wieczorami rozmawiamy o tym, jaki mieliśmy dzień, i stale wiemy o swoich zajęciach. Gdy czasu jest mniej, rozumiemy to i jesteśmy świadomi sytuacji. Pracując osobno, trudniej byłoby zrozumieć swoje troski” – wyjaśnia Märt.

Choć Märt i Luule na co dzień pracują w tym samym miejscu, w rzeczywistości wcale nie spotykają się przez cały czas. „Luule biega z domu do domu i zajmuje się swoimi zadaniami. Ja często wyruszam z domu w trasę transportową, czyli rozwożę towar. Kilka ładunków zawiozłem zimą nawet do Finlandii – jeśli firma kurierska w ogóle zapewnia ciepły transport, jest on tak drogi, że bardziej rozsądnie jest dostarczyć go samemu” – wyjaśnia Märt.

Märt i jego pasje

Nurme looduskosmeetika
Tiits Racing Team

Poza pracą w Nurme codzienność Märta to także warkot silnika i zatłuszczone dłonie, bo jego pasją są rajdy. Razem z trójką wnuków wspólnie budują samochody i jeżdżą z jednego odcinka rajdowego na drugi po całej Estonii. „Motocross zacząłem w wieku 16 lat, a może nawet trochę wcześniej, a w 1984 roku trafiłem do rajdów. Przez całe życie interesowały mnie sporty motorowe, warkot silnika i strona techniczna. Sporty motorowe są mi najbliższe sercu” – mówi Märt.

Märt ma trzech wnuków, z których najstarszy zeszłej zimy skończył 18 lat. „On już ściga się w najszybszych i najmocniejszych rajdach na poziomie estońskim. Zeszłej zimy zbudowaliśmy samochód, co wyszło drożej niż jego kupno, ale celem nie było wydanie pieniędzy, lecz nauczenie chłopaków, jak budować i tworzyć samochód” – mówi Märt. On instruuje i wykonuje bardziej specjalistyczne prace spawalnicze, a całe dokręcanie, mycie i czyszczenie nakrętek to robota chłopaków. „Średni wnuk zaczyna teraz jeździć w rajdach amatorskich, a 5-letni najmłodszy już domaga się samochodu od dziadka” – opisuje.

Poza instruowaniem chłopaków Märt sam nadal startuje w rajdach. „W Tarvastu, Piiroja i Missos są amatorskie serie sprintu i gross, gdzie robimy trzy do czterech przejazdów na jednej trasie i tyle samo na drugiej. Kiedyś chłopaki jeździli moim samochodem, ale teraz jest na odwrót. Najpierw jadą chłopaki, a potem ja” – mówi Märt. Po każdym przejeździe znów idzie się do garażu, myje maszynę, a potem ocenia, co trzeba zrobić. Spisuje się listy i zamawia części zamienne. „Chłopaki ustawiają się w rzędzie w garażu, a ja ich prowadzę. Celem jest przekazanie wiedzy technicznej, umiejętności organizacyjnych i oczywiście umiejętności jazdy. Jazda to bardzo mała część tego wszystkiego, ale po całym wysiłku jest jak wisienka na torcie. Oczywiście, gdyby tylko mogli, jeździliby cały czas” – mówi Märt.

Drugi mężczyzna w biznesie Nurme

Marit ja Jimmy
Marit i Jimmy

Dziś codziennymi troskami i radościami Nurme zajmuje się mąż Marit, Jimmy, który jest dyrektorem generalnym firmy. „Mam codzienne wyzwania związane z personelem i partnerami kontraktowymi. Najgorętszy temat, którym się obecnie zajmuję, to cyfryzacja, czyli digitalizujemy wszystkie procesy pracy. Dzięki temu jesteśmy wydajniejsi, ograniczamy dublowanie pracy i minimalizujemy możliwość błędów” – wyjaśnia Jimmy.

Według niego najtrudniejszą częścią cyfryzacji jest mapowanie – zrozumienie, co ktoś robi. „We wczesnych latach firmy jedna osoba grała siedem ról, ale w miarę rozwoju firmy te role trzeba utrzymywać w większej przejrzystości, a informacje, które dotąd zostawały w głowie pracownika, trzeba zmapować” – mówi Jimmy, dodając, że dzięki temu produkcja stanie się wydajniejsza i zmniejszy się ilość papierkowej roboty – co ograniczy udział makulatury i sprawi, że Nurme będzie jeszcze bardziej zielone.

meeste kreemJimmy mówi, że w ostatnich latach stopniowo coraz bardziej angażował się w działalność Nurme. „Zacząłem od aktualizacji strony internetowej i sklepu internetowego Nurme. Skończyliśmy ją jakiś rok przed pierwszą falą koronawirusa, co było świetnym wyczuciem czasu, bo inaczej mielibyśmy kłopoty – podczas lockdownu kluczowe było posiadanie sprawnego sklepu internetowego, by nadal być dostępnym dla klientów” – mówi Jimmy. Dodaje, że na stronie Nurme jest coraz więcej usprawnień. Celem jest, by doświadczenie użytkownika było coraz lepsze. Aby osiągnąć ten cel, Jimmy doradza w kwestiach technicznych. Wiedzę z dziedziny IT zdobył nie tylko z doświadczeniem życiowym, ale także zdobywając odpowiedni dyplom w EBS, jedynej szkole biznesu w Estonii. Jimmy jest certyfikowanym menedżerem IT, który wcześniej pracował w różnych instytucjach rządowych, a także w sektorze prywatnym jako menedżer IT.

W razie potrzeby robi szampon i etykietuje produkty

meeste kreemMimo swojego stanowiska Jimmy kompletuje też produkty dla klientów, by przesyłki były gotowe na czas. „Pakowałem paczki w zeszłym roku i w tym też: w handlu świąteczna pora już trwa, a w tym czasie zawsze przydaje się dodatkowa para rąk. Ale rozlewałem też szampon do butelek i etykietowałem produkty. Przy tej pracy miło zobaczyć proces od środka – czym naprawdę jest – a do tego pomaga mi to wpadać na pomysły, jak ulepszyć proces pracy” – wyjaśnia Jimmy.

Swoją drogą Jimmy stoi też za stworzeniem linii męskiej Nurme. „Powstała według moich wskazówek. Marit zapytała, jaki zapach mógłby spodobać się mężczyznom, a mnie zawsze najbardziej podobało się połączenie pieprzu i kolendry” – mówi Jimmy, więc nie dziwi, że ta linia jest też jego ulubioną wśród produktów Nurme, z której korzysta każdego dnia.

A gdy zapytasz Märta, jaki jest jego ulubiony produkt Nurme, odpowiedź brzmi mydło i nieważne które. „Od kobiet domagam się tylko mydła, a jeśli je mam, niczego więcej nie potrzebuję” – mówi Märt.

Jeśli spodobało Ci się to, co przeczytałeś, podziel się z innymi…